Pokolenie 1.2


 Po jakże długim czasie milczenia wracam z dość nudnym odcinkiem. xD Niestety wszystkie zrzuty zrobione po spotkaniu Geralta i Dedee zostały usunięte, bo ich nie przeniosłam ze starego sprzętu. :<

Po...yyy...roku chyba wracamy do państwa Rivianów. 


...i Płotki. 
Ciri: No elo, moi fani.

Spróbuję zapełnić tę lukę w historii. Nie wylosowałam konkretnych płci dla potomnych Geralta (o ile jest taka możliwość w ogóle). Dlatego nie ingerowałam w ciąże Dedee, stąd są dwie dziewczynki, Cirilla widoczna wyżej w koszu na zabawki. I Yennefer zawinięta jeszcze w burito niżej. Więcej zmian chyba nie ma. xD Dedee pracowała przez chwilę, co będzie tu widoczne na którymś ze zrzutów, ale zrezygnowała ze względu na dzieci i biedę. 
Dedee również się cieszy z naszej wizyty.
Postanowiła więc posprzątać w domu...
Dedee: Done
B: Czyżby?
A tak, zamieniłam prysznic na wannę, bo mogę. 
Obcy w domu!
A nie.
To tylko opiekunka, której nikt nie raczył wezwać. 
Geralt po ciężkim dniu w pracy postanowił zjeść kanapkę. 
W łazience. 
Bea: Wygodnie?
G: Omnomnomnomno
Dedee poszła w jego ślady. xD
Geralt: smacznego.
Po posiłku postanowiła pobawić się zabawkami. 
Urodziny!
W końcu.
Ciri: Nareszcie! 
Ciri: Patrzcie na mnie!
Geralt: ale o co chodzi?
Ach, no tak. Chyba mnie nawet nie dziwi.
Po dorośnięciu, mentalnie dojrzalsza od matki, poszła zmywać naczynia.
Łamacz serc postanowił zabrać Yen na spacer. Kjut. I ten syf w tle też kjut.
Dorastanie nr 2. 
Dedee: W końcu więcej pośpię.
Ciri: o czym ty marzysz, matko.
No dzień dobry!
>.<
Dedee postanowiła w końcu ugotować coś pożywnego. 
Ciri: zaskakujesz mnie, matko.
Spożywanie posiłku w zamieci to nowe hobby całej rodziny. 
Niech ktoś zadzwoni po pomoc społeczną. 
B: Nie zamarzła ci ta kanapka?
Dedee: ale o co ci chodzi, jest pyszna.
Yen: jesteś pewna, że widzisz to samo, co ja?
D: Przecież nie pada.
Ciri wraca do domu po pierwszym dniu szkoły. :3
A przed domem pojawił się pierwszy gość od dawna. 



Jak widać nic ciekawego się tym razem nie działo. Niestety. Od teraz wszystkie zrzuty zapisuję na dysku Google, więc mam nadzieję, że już mi nic nie zginie, bo boli serduszko, jak pomyślę, ile pięknych chwil mi przepadło. :<

Pokolenie 1.1

W końcu nastały te czasy... Geralta Rivianna czasy!!!1111111

Zamieszczam przy okazji link do losownika wyzwania, bo taka buła jak ja później nie znajdzie :<
http://randomlegacychallengeapp.weebly.com/

Zacznijmy:

Dwójka darmozjadów i niewolnica żona. Geralt będzie poszukiwaczem – rozumiem to tak, że ma  buszować m.in. po śmietnikach , płetwonurkiem nie będzie, szanujmy się. xD A bycie barmanem w karierze dodatkowej jest u mnie na razie niemożliwe, więc uznam coś losowego.
Raz w tygodniu musi wychodzić na schadzki towarzyskie. A i musi być... rodzicielski... hehe.



Powitajcie Geralta Riviann!
G: No siema, lasunie.
Y: Zachowuj się, Ger.

Geralt jest czarownicą, jak przystało na wiedźmina.

A oto jego posiadłość. Typowy flirciarz, łóżko na pierwszym planie.
G: Serio?! Różowe i jednoosobowe?! Że różowa pościel, to tam luj, ale JEDNOOSOBOWE!
Y: Wyluzuj, na lepsze nas nie stać. :c

Tu wygląda na totalnie zachwyconego. Chwilę wcześniej fascynował się tak kibelkiem. 

Awra kadawra nawra łóżkawra!

Y: Dobra, będzie tego, szukaj pracy. Nic nie znalazł, więc...

... wskoczył na miotłę i pofrunął w miasto.

Czasowo podjął pracę u tutejszej wróżbitki jako wróżbita.

Witajcie, kandydatki na żonę i matkę moich wiedźminiątek, powróżyć wam może z dłoni?

Dedee zdaje się być totalnie zainteresowana Geraltem. :3